|
Zawsze chciałem bębnić. Grzebiąc w analogowych płytach mojego taty, wybierałem zawsze muzykę kapel, których nazwy nic mi nie mówiły, ale za to miały niezłego kopa. Budka Suflera, Niemen, SBB, Perfect - to pierwsze płyty, w rytmie których jako 7-8 latek testowałem wytrzymałość wszystkich domowych poduszek i maminych przyborów kuchennych. I bębniłem. Aż przyszła Osada Vida. Tu pierwszy raz sięgnąłem po bas. Ten instrument odkrywam cały czas. Jest dla mnie pomostem pomiędzy rytmem bębnów a gitarowymi riffami. Ja zresztą traktuję granie na basie bardzo gitarowo. Nawet mój sposób strojenia basu wywołuje wielkie oczy i ironiczne uśmiechy sprzedawców w sklepach muzycznych podczas rozmów na ten temat. Wymieniając basistów, których cenię najbardziej, nie będę oryginalny: Geddy Lee, Tony Levin, Jonas Reingold, Billy Sheehan, Dave Meros. Każdy z nich ma w swoim sposobie gry coś, co chciałbym skraść i zmontować w nową całość. Jak potworki w "Space Jam". W muzyce w większości nie ma rzeczy, które z góry odrzucałbym. Słucham wszystkiego od Straussa, poprzez Prince'a i Miecza Szcześniaka, na Death i Slayer kończąc. Jednego, czego w muzyce nie trawię, to sztuczności i tworzenia produktów na zamówienie. Łukasz Lisiak - bas, vocal |
Brak pluginu flash!
Kliknij, aby zainstalować.
|


























